Pesymizm, optymizm, czy realizm i rzecz o wartości życia

Blogi użytkowników forum Hotfix
Awatar użytkownika
stukot

VIP+
Posty: 14499
Rejestracja: 15 lut 2009, 21:01
Lokalizacja: Szczecin

Pesymizm, optymizm, czy realizm i rzecz o wartości życia

Post13 gru 2016, 18:36

Bywam pesymistką, wówczas rozpamiętuję moje różne bolączki, liczne traumy, wspominam przeszłość i narzekam na mój ciężki los.

Jednak równocześnie wiem, że inni mają gorzej, np. wcześnie stracili oboje rodziców, a nie tylko Ojca, jak ja i to w czasie wcześniejszym, chorują na raka, cierpią na cukrzycę i tzw. syndrom stopy cukrzycowej, niektórzy nie są w stanie chodzić o własnych siłach, mają ogólne problemy z poruszaniem się i doskwiera im coś więcej niż mi, czyli moja spora nadwaga, oraz powiązane z nią różne rzeczy. ;) Niektórym niedane jest widzieć uroki otaczającego nas świata, bo albo są niewidomi, albo słabowidzący, albo z biegiem lat pogrążają się w coraz większej ciemności. Jednak nawet tacy ludzie, bardziej dotknięci przez los, są szczęśliwi, mają motywację do działania i zmieniania otaczającej ich rzeczywistości. Ja jestem tylko zdolna do utyskiwania na mój los, rozpamiętywania przeszłości, ale całkiem dobrze mi się żyje: mam apetyt, całkiem zresztą spory, mam gdzie mieszkać, nie doskwiera mi jakiś wielki głód, chociaż i tak z moją Mamą musimy oszczędzać, nie jestem sama, mieszkam sobie w miarę spokojnie z moją Mamą i dwoma kotami, a ten spokój burzą tylko sporadyczne przyjazdy mojej ciotki, która wprawdzie nie jest złym człowiekiem, ale lubi się rządzić, krytykować innych, ale cóż, nie ma ludzi bez wad.

Tak realnie to nie należę do osób pracowitych, ani ambitnych, dostrzegam swoje wady, ale jestem tylko mocna w gadaniu lub pisaniu i nic nie robię by się zmienić. Zwalczam tylko czasem mój tzw. nocny apetyt, dałam sobie spokój ze spacerami i ostatnio zaniedbuję obowiązki domowe. :oops: Ogarnęła mnie swego rodzaju niemoc, ale może to okres przejściowy- nastała jesień, dni są coraz krótsze, na dworze jeszcze bywa cieplej niż w domu, poza tym naprawdę upały mi nie służą. Po prostu czasem miewam zły nastrój, ale nie jest tragicznie. Pod tym względem jestem przeciętna.

Ogólnie mówiąc jestem zadowolona z życia, jednak raczej nie jestem szczęśliwa. Po prostu nabrałam nawyku narzekania i użalania się nad sobą i rozpamiętywania przeszłości. Jednak miałam też w życiu sporo szczęścia.

Np. kiedyś jak jechałam z moim Tatą do Skierniewic to on nagle przestał patrzeć przed siebie, patrzył na bok. W końcu zwróciłam mu uwagę i to mu przeszło. Z dzień lub dwa dni później, już nie pamiętam, moi rodzice zaplanowali, że pojedziemy razem na zakupy w okolice Łodzi, jednak mój Tata nagle się źle poczuł i jak to było w jego zwyczaju, zdrzemnął się w moim pokoju. Potem wstał, niby poczuł się lepiej i zaczął grać z moją Mamą w scrabble, to była ich ulubiona rozrywka.

Ja wówczas sobie siedziałam beztrosko przy komputerze, nagle chyba usłyszałam krzyki mojej Mamy, albo jej podniesiony głos, już nie pamiętam... Weszłam do kuchni i zobaczyłam jak mój Tata leżał na podłodze i się miotał. Mama próbowała zadzwonić na pogotowie, ja w końcu zadzwoniłam do mojej siostry Gosi i się zapytałam, czy Tacie trzeba robić sztuczne oddychanie. Powiedziała że to nie zaszkodzi i próbowałam reanimować mojego Ojca, na szczęście wówczas mu w żaden sposób nie zaszkodziłam.

W końcu przyjechało pogotowie i zabrali wpierw mojego Tatę do Skierniewic i tam wykryli, że ma raka mózgu. Już nie pamiętam w jakich okolicznościach, ale został przewieziony do szpitala w Warszawie, gdzie usunięto mu spory kawał raka i odbarczono mu czaszkę. Potem się dowiedziałam, że wcześniej mój Tata dostał ataku padaczki. W każdym razie gdyby mój Tata nie poczuł się źle i wyruszył z nami na zakupy i w drodze by dostał tamtego ataku, to mogłabym teraz nie żyć, albo być kaleką. :( Po operacji mój Tata był na chodzie, że tak powiem. Jednak nic nie powstrzymało nawrotu raka, ani chemioterapia, ani jakiś super lek i z moim Tatą było coraz gorzej. Na szczęście nic go nie bolało, bo usunęli mu kawałek czaszki, zamknął się w sobie, ciągle sobie roił że wróci do pracy, jednak zgodził się przejść na emeryturę, potem stracił całkiem kontakt z rzeczywistością, nawet jak był przykuty do łóżka to nie zdawał sobie sprawy z powagi swojego stanu, przestał w ogóle mówić, aż w końcu umarł. Niestety jak mój Tata był chory to niewiele pomagałam mojej Mamie. :oops:

Zdaje się, że mój Tata miał glejaka, który jest bardzo złośliwym nowotworem i występuje całkiem często- tak w każdym razie słyszałam. Ponoć obecnie nie operuje się osób, które na niego zapadły i chyba poddaje się ich jakimś naświetlaniom. W mediach postacią znaną jest pewien ksiądz, leczony od lat na glejaka, który mimo wszystko nie dość że się nie załamał, to nie stracił wiary w Boga i pod tym względem, pomimo mojego ateizmu, naprawdę go podziwiam i życzę mu jak najlepiej.

Uważam że życie jest najcenniejszą rzeczą jaką mamy, zwłaszcza że po śmierci nie ma nic. Właściwie to ta moja niewiara powoduje, że bardziej cenię życie. Dla innych religia jest oparciem, ale ja tego nie potrzebuję. Nie podoba mi się tylko to, że niektórzy wierzą w to, że ktoś jest w stanie przewidzieć przyszłość i mogą poważnie brać jego słowa, jak zapowiada kolejną wojnę światową. Uważam, że tacy jasnowidze są skrajnie niebezpieczni, bo bywało że przepowiedzieli koniec świata, a członkowie jakiejś sekty w to uwierzyli i popełniali masowe samobójstwa, uprzednio mordując własne dzieci. :(

No i nie wierzę w kompetencje lekarzy bez wykształcenia, czyli wszelkiej maści uzdrowicieli, którzy np. każą osobom chorym odstawiać leki, co czasem może skończyć się tragicznie, ani znachorom, zwłaszcza że bywało że pod ich wpływem rodzice narazili na śmierć własne dziecko, albo je nawet zagłodzili- bywały takie przypadki.

Reasumując: bywam pesymistką, jednak jestem zadowolona z życia, a historia z moim Ojcem, dowodzi że czasem miewam szczęście, bo przecież nie zginęliśmy w wypadku samochodowym, dzięki czemu mogę czasem trochę pomędrkować, ponarzekać i ogólnie żyć sobie beztrosko. A to że czasem dopada mnie chandra jesienna, to nic nadzwyczajnego.

Poza tym czasem random.org bywa dla mnie łaskawe, rzadko muszę reinstalować system, bo przestałam testować różne programy służące do jego optymalizacji, działa w miarę szybko mimo zawalenia masą programów i gier, wyłącza się całkiem szybko. Czasem skorzystam z promocji o których piszę na forum i z rzadka coś wygram. W zasadzie prędzej wygram licencję jakiegoś programu niż wygram w totka. Czasem miewam pecha, ale ogólnie nie mam co narzekać. Krótko mówiąc warto żyć, mimo że życie nie jest idealne, ma odcienie szarości, jednak szczęśliwe chwile czasami się zdarzają.
Pozdrawiam, Joanna

Format to nie rozwiązanie, tylko kapitulacja.


  • Reklama

Wróć do „Blog”



Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość